Jak mawiał klasyk, są tematy trudne. Praca fotoreportera pozwala odwiedzić miejsca, których na co dzień bym nie zobaczył. I przy części z nich chciałbym, aby były to tylko wizyty służbowe.

Jednym z takich tematów jest onkologia dziecięca. Za każdym razem, gdy wchodziłem na oddział, już w drodze towarzyszył mi niepokój. Niby kolorowo, niby przyjaźnie, ale czuć w powietrzu, że to tylko pozory, bo przy każdym łóżku trwa walka z nowotworem ciągnąca się miesiącami. Bardzo często kończąca się przegraną dzieci, czasem nawet nieświadomych, że są w szpitalu.

Dominikę poznałem prawie trzy lata temu. Odwiedziłem ją i jej rodzinę w domu. Musieliśmy zrobić zdjęcie do tekstu o niej i zapowiedzi imprezy charytatywnej.  Nowotwór złośliwy kości udowej. Nastolatka miała chemioterapię co kilka tygodni, a wszyscy wiemy, z czym to się wiąże. I mogłoby to być nasze pierwsze i ostatnie spotkanie.

Takich historii jest zdecydowanie mniej w mediach. Ot, truizm, wiem. Ale właśnie dlatego piszemy o Dominice w najnowszym wydaniu „Poza Toruń”. Wyobraźcie sobie, że ta drobna blondynka pokonała raka, znalazła nowe pasje, jeździ po całej Polsce i udziela się charytatywnie. Dawno żadna z fotografowanych osób nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.